niedziela, 30 sierpnia 2015

Mieszkanie do wynajęcia w Gdyni

Dziś chciałabym Wam pokazać mieszkanie, w którym spędziłam babski tydzień w Gdyni (tak naprawdę to był jeden dzień w Poznaniu i cztery w Trójmieście). Mieszkanie znalazłyśmy na Airbnb. 


Krótko opiszę, co nam się tam podobało, a co nam mocno przeszkadzało, a potem pozostawię Was ze zdjęciami. 

Zaczynając od kwestii problematycznych: największym minusem jest bardzo niewygodna i stara kanapa w salonie. Mieszkanie przeznaczone jest dla czterech do pięciu osób. Było nas pięć więc miałyśmy do dyspozycji łóżko o szerokości 160 cm w sypialni, kanapę w salonie i łóżko polowe. Jak spałyśmy? Okazało się, że kanapa jest tak krótka, że od razu zaproponowałam dziewczynom, by we trójkę spały w sypialnianym łóżku (każda z nich spędziła tak dwie noce). Ja, jako najniższa, przez pierwsze dwie noce okupowałam tę nieszczęsną kanapę, której deski między materacami nie dało się nie czuć i która nawet dla mnie (156 cm wzrostu) była za krótka! Ostatniej nocy spałam pośrodku sypialnianego łóżka i wcale nie było mi ciaśniej niż w domu z mężem  na 140 cm ;) Jeżeli zamierzacie się tam wybrać z dwójką dzieci, które jeszcze nie dorosły do półtora metra, dacie radę. Jeżeli wybieracie się tam w dorosłym gronie, upewnijcie się, czy właściciel wymienił już kanapę. 
Kuchnia ma wszystko, co niezbędne (w tym zapas makaronu i mięsa w zamrażarce), ale, wyposażona w wysłużone meble, nie przystaje wyglądem do reszty mieszkania. 
Łazienka jest malutka i wyłożona płytkami w stylu hmm...pałacowym (kafelki są nawet na suficie!). Trudno poruszać się przed umywalką, ale wieszaki na drzwiach i wygodny, pięciokątny prysznic ratują całokształt.

A co jest na plus?
Przede wszystkim dopracowany wystrój pokoi. Zagłówek z desek, drewniana deska surfingowa, metalowe regały, czarny reflektor i słomkowy kapelusz i czarno-białe zdjęcia aktorów na drewnianych podkładkach to tylko parę elementów, które, nawiązując albo do morza, albo do planu filmowego, tworzyły ciekawą i spójną całość. 
Po drugie: światło! Mieszkanie jest doskonale nasłonecznione, co nawet przy niesprzyjających temperaturach (gdy byłyśmy w Trójmieście temperatura tam wynosiła praktycznie cały czas max. 22 stopnie) czuć wakacje ;)
Warto też wspomnieć, że jest tam całkiem sporo miejsca do przechowywania bagażu: pojemne szuflady pod wielkim telewizorem (z milionem kanałów, o których istnieniu nie miałam pojęcia) pozwalają wypakować część rzeczy, a resztę można upchnąć pod biurkiem, pod ławką albo gdzieś pod ścianą w sypialni. 

Gdy odbierałyśmy klucze, zapomniałyśmy zapytać o internet, a potem odpuściłyśmy już sobie temat. Ponoć jakiś internet tam jest, więc jeżeli jesteście bardziej rozgarnięci, to na pewno nie zostaniecie odcięci od świata ;)















Jak Wam się podoba? Po remoncie kuchni i łazienki, mogłabym tam zamieszkać na stałe! Ewentualnie mogłabym zabrać ze sobą drewnianą dechę i metalowe regały. I zdjęcie Jacka Komana ;)

wtorek, 4 sierpnia 2015

Farbą w bus - dzień na BlogINtalk

Hej, hej ;) 

Tyle się wydarzyło w ciągu ostatnich 2 dni, że trudno mi w ogóle zebrać myśli i nawet nie ciągnie mnie do rytualnego wakacyjnego sprzątania. Na pewno wiecie, o czym mówię: jak tylko kończy się rok szkolny/akademicki, najważniejszą sprawą było gruntowne sprzątanie i eksperymentowanie z nowymi sposobami na organizację.
Niestety, mimo pięknej pogody nie siedzę teraz nad morzem czy jeziorem, ale w Warszawie i myślę, boję się, rozważam, planuję, przeliczam i żałuję.

Przed nami parę tematów. Kto przeczyta całość, zasłuży na litrowe opakowanie lodów ;)

News

Niedziela zaczęła się z przytupem. Czasem dobrze wiemy, że coś nastąpi, niby jesteśmy świadomi i przygotowani - np. wystawiliśmy mieszkanie na sprzedaż, zgłosiliśmy się do banku szpiku kostnego, cokolwiek - ale gdy przychodzi informacja, że tak, że to już, teraz, zaraz, panikujemy. I niby się cieszymy, ale nogi dygoczą. Choć poranna informacja niemal zwaliła mnie z nóg, nie zdołałam schować się pod kołdrą i dać pożreć panice, bo miałam zaplanowane spotkanie. 

Spotkanie blogerów


Zupełnie niespodziewanie udało mi się wybrać na BlogINtalk. W sobotę wieczorem dostałam maila od Magdy z Wnętrza Zewnętrza i Blogów Wnętrzarskich z informacją, że zwolniło się miejsce na niedzielne spotkanie. Wiedząc, że zainteresowanie było duże, odpisałam bez większego zastanowienia, że w razie czego mogę wpaść. Parę minut później dostałam odpowiedź, że super, że przychodzę oraz listę blogów, których autorki spotkam. "No ładnie, same VIPy" pomyślałam ;) 

Pojawiły się już pierwsze relacje - odsyłam do Majsterek i Kasi

Co dodam od siebie?
Po pierwsze, dla nikogo kto mnie zna nie będzie zaskoczeniem, że prawie się nie odzywałam. W końcu powszechnie znany jest fakt, że w dzieciństwie byłam uważana za niemowę. I choć od 15 lat nadrabiam te dziecięce zaległości, to w gronie osób, których nie znam, wracam do stadium niemowy. Pewnego pułapu nieśmiałości po prostu nie przeskoczę i już :)

fot. Adam Tesarski

niedziela, 2 sierpnia 2015

Mała Tereska i strefy czasowe czyli randomowe przemyślenia wyjazdowe



Blog znowu zaniedbany, bo do dyspozycji mam tylko telefon i wifi w hotelach. Zamierzałam napisać tego posta parę dni temu z Lisieux, ale wstawianie zdjęć na bloggera otwartego w przeglądarce jest niemożliwe, a darmowe wifi w hotelach sieci Ibis nie pozwalało na ściągnięcie aplikacji. W Lourdes, z którego jutro wyjeżdżamy o świcie, sytuacja z internetem jest jeszcze bardziej skomplikowana. 
Zanim wrócę do normalnego życia, parę refleksji z podróży. Sporo się tego nazbierało, więc jeśli już macie mnie dość, przeskoczcie od razu do punktu 6 ;)

1. Standard pokoi we francuskich hotelach sieci Ibis

Pierwszy raz miałam okazję spać w hotelach Ibis. Wszystkie 3 były we Francji, z czego 2 zwykle Ibisy w Paryżu a Ibis Styles w Rennes. Jeśli chodzi o standard pokoi, to zwykły (czerwony) Ibis określiłabym jako coś pomiędzy normalnym czystym hotelem a domem rekolekcyjnym. Wyposażone jak najtańszym kosztem, z wanną z plastikową zasłonką sprawiały, że wydawały się dość obskurne i nie powalające czystością. Ponadto, kontakty (zaledwie 1 lub 2) są nad biurkiem a nie przy łóżku więc ładowanie telefonu nocą oznacza konieczność wstania, by wyłączyć budzik. Na plus jest część jadalniana i typowe hotelowe menu śniadaniowe z płatkami, naleśnikami, owocami... Zdecydowanie hotelowe życie oznaczałoby dla mnie bardziej zrównoważoną dietę. 
Nasz pokój w Ibis Styles nie był żadnym efektem przemyślanego projektu ale był nieco większy, było więcej kontaktów (po jednym przy każdym stoliku nocnym), a w łazience była kabina (z plastikowymi, a nie szklanymi drzwiami, ale i tak wyglądało to lepiej niż wanna). Ibis Styles w Rennes jest więc dla mnie pod względem standardu typowym, przyzwoitym hotelem. 
Poniżej fotka z oglądania Suits po francusku w Ibis Styles. Planuję kiedyś zacząć oglądać ten serial, ale fakt, że przez cały odcinek zrozumiałam może 5 słów nie pomógł mi zdecydować, czy warto oglądać Suits czy nie :) Ale wnętrza są tam bardzo miłe dla oka. 



2. Wpływ położenia w ramach strefy czasowej na samopoczucie.

Jest dla mnie zupełnie oczywiste, że w lipcu robi się jasno już o jakiejś czwartej-piątej rano - o tej porze zwykle ruszaliśmy z rodzicami na wakacje nad morze i nie da się zapomnieć widoku mgieł unoszących się nad stawami...
Choć jestem wielkim śpiochem, takie chłodne polskie letnie poranki, gdy juź z jakiegoś powodu jestem na nogach, sprawiają mi ogromną radość. Dużo łatwiej wstaje się, gdy sypialnia przepełniona jest słońcem. 
A we Francji... Wstajesz o 6:00, spodziewasz się jasnego dnia a ogarnia Cię ciemność. Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, ale teraz już wiem, że wybierając miejsce zamieszkania trzeba porządnie przeanalizować godziny wschodu i zachodu słońca w różnych porach roku :) Zasypianie Małej Tereski z Lisieux podczas modlitwy (ponoć o 5 rano miała medytować) stało się dla mnie wręcz oczywistością.